Co po protokole autoimmunologicznym?

15:08 Anna Przebinda 17 Comments

jajka | aip | paleo | dieta | dietoterapia | protokół autoimmunologiczny | hashimoto | rzs | choroba | dieta | zdrowie

Protokół autoimmunologiczny to jedno z narzędzi, dzięki którym można sobie pomóc w powrocie do zdrowia. Nie jest to jednak złoty środek ani, tym bardziej, wyrok, który będzie towarzyszyć nam do końca życia. Rezygnacja z produktów takich jak jajka czy orzechy to w wielu przypadkach zalecenie ograniczone w czasie. W końcu, każda z osób będących na AIP dochodzi do momentu, w którym pojawiają się pytania: "Co dalej? W jaki sposób bezpiecznie wprowadzać wykluczone wcześniej pokarmy? Jakie badania wykonać? I jak w ogóle poznać, czy coś mi szkodzi?".

Czym w ogóle jest protokół autoimmunologiczny?
W dużym skrócie, jest to odmiana diety paleo, która powstała z myślą o osobach cierpiących na choroby autoimmunologiczne. Jest bardziej restrykcyjna od paleo - osoby na AIP oprócz zbóż, nabiału i strączków muszą zrezygnować z orzechów, niektórych warzyw (psianek: pomidorów, papryk, bakłażana, ziemniaków...), przypraw i - o zgrozo - jajek. Dorzućmy do tego jeszcze kawę, czekoladę i ograniczenie fruktozy, a wyjdą nam zalecenia, które dla wielu osób będą mocno ograniczające.
Nie będę się tu rozwodziła, bo o AIP napisano już wiele. Po dokładne informacje odnośnie protokołu odsyłam na blogi dziewczyn, które zmagają się z Hashimoto i same stosują dietoterapię: Japoński motyl i Alpacasquare. Ich strony to kopania wiedzy na temat tego, jak radzić sobie w trakcie terapii.

Spotkałam się ze stwierdzeniami, że dieta autoimmunologiczna została zaprojektowana tak, by ograniczyć alergie i nietolerancje pokarmowe towarzyszące chorobom. To nie do końca prawda. Za stworzeniem AIP stoi założenie, że wspólnym mianownikiem wszystkich chorób autoimmunologicznych są nieszczelne jelita. Protokół to nic innego jak "program naprawczy".

Jak to wygląda w praktyce? Nasze jelita wyścielone są nabłonkiem, który pod wpływem wielu substancji ulega uszkodzeniom. Z biegiem czasu komórki nabłonka oddalają się od siebie, tworzą się szczeliny, a same jelita stają się coraz bardziej przepuszczalne. Do krwiobiegu przedostają się wówczas substancje, które nie powinny się tam znaleźć (powinny zostać albo wydalone, albo rozłożone do prostszych związków i dopiero wówczas wchłonięte) i które wzmagają odpowiedź układu autoimmunologicznego.

Eliminując z diety najbardziej problematyczne substancje (jak choćby gluten, lektyny, sapioniny, glikoalkaloidy, kwas fitynowy...) dajemy jelitom szansę na "uszczelnienie" się. Naszym celem jest ograniczenie problemu nieszczelnego jelita i doprowadzenie do sytuacji, w której szkodliwe związki chemiczne z jedzenia nie będą powodowały wzmożonej odpowiedzi układu autoimmunologicznego.

W tym miejscu warto powiedzieć, że AIP daleko od ideału i powoli staje się przeżytkiem. Wciąż nie wiemy o chorobach autoimmunologicznych tyle, ile chcielibyśmy wiedzieć, a prowadzone dziś badania potwierdzają konieczność tworzenia indywidualnych zaleceń dla każdego. Okazuje się, że tradycyjny protokół autoimmunologiczny w wielu wypadkach może nie wystarczać. Istnieją substancje, których tradycyjny AIP nie wyklucza, a które mogą być szkodliwe przy danej chorobie. Często potrzeba jest też przemyślana suplementacja. Niemniej jednak, zastosowanie protokołu autoimmunologicznego przeważnie jest krokiem w dobrym kierunku - jest też najszerzej dostępnym obecnie rozwiązaniem.

Jak wprowadzić AIP do swojej codzienności i dlaczego nie powinien on trwać do końca życia?
Jeśli niewiele czasu poświęcaliśmy temu, co lądowało u nas na talerzu, przejście z marszu na protokół autoimmunologiczny może nie być najlepszym pomysłem. To proste - może się okazać, że jeśli wyeliminujemy chleb i makaron, kasze i ryż, pomidory, paprykę, ziemniaki i na dodatek jajka... nie będziemy mieli co jeść. Za tym z kolei czai się pułapka zbyt niskiej kaloryczności. Potrzebujemy energii, żeby zdrowieć, a w dietach eliminacyjnych łatwo o restrykcje.

Dlatego warto dać sobie czas i zacząć od paleo. Wyeliminujmy w przeciągu tygodnia gluten, w następnym tygodniu nabiał, potem strączki i jaja. W tym czasie znajdźmy w sieci miejsca, z których będziemy mogli czerpać kulinarne inspiracje (zerknijcie do polecanych blogów w kolumnie!), eksplorujmy nowe możliwości żywieniowe i przyzwyczajmy się do jedzenia zupy na śniadanie.

Protokół autoimmunologiczny powinien trwać 30 dni, w porywach do trzech miesięcy. Nie dłużej, ponieważ jest to dieta eliminacyjna. Rezygnujemy w niej z kilku produktów o świetnych właściwościach dla organizmu i do części z nich na pewno warto powrócić. Dlatego też przy stosowaniu protokołu ważna jest dobrze dobrana suplementacja, która przyspieszy proces leczenia, ułatwi wchłanianie substancji odżywczych i, w razie potrzeby, uzupełni niedobory. Uparcie przedłużana dieta AIP może doprowadzić do pogorszenia stanu zdrowia, zamiast pomóc. Jeśli po tych kilku tygodniach nie zauważymy poprawy, to zapewne przyczyna naszych dolegliwości leży gdzie indziej (może to być nietolerancja fruktozy lub FODMAPs, brak odpowiedniej suplementacji lub nadmierny stres). Wtedy warto skonsultować się ze specjalistą, żeby nie doprowadzić do niedoborów żywieniowych,

Co po AIP?
Załóżmy jednak, że przeprowadziliśmy pełen protokół autoimmunologiczny przez 7 tygodni. Czujemy się lepiej i chcemy powoli wprowadzać inne produkty do swojej diety. Jak to robić, żeby sobie nie zaszkodzić?

Po pierwsze, stopniowo. Nie róbmy od razu sałatki z pomidorów i papryki do jajecznicy. Najprościej jest zastosować metodę rotacyjną: wprowadzamy po jednym produkcie i jemy go przez 4 dni. W tym czasie obserwujemy swoje samopoczucie, poziom energii, jakość snu, stan skóry i ewentualne dolegliwości trawienne. Jeśli wszystko wydaje się być w porządku, możemy uznać, że ten produkt tolerujemy i spróbować z kolejnym. Taka metoda pozwoli nam zaobserwować, który pokarm i w jakiej ilości jest problematyczny.

Obserwacja swojego organizmu jest najlepszą metodą diagnostyczną, dlatego też jest tak ważne, by w trakcie protokołu autoimmunologicznego dać sobie czas. Wykorzystajmy tych kilka tygodni na poznanie swojego ciała i odzyskanie energii. Musimy nauczyć się rozpoznawać symptomy, które zwiastują pogorszenie. Warto prowadzić dokładny dzienniczek żywieniowy, dzięki któremu łatwiej wyłapać nawet subtelne zmiany. Dodatkowo, może on stać się dobrą bazą do stworzenia swojej "bezpiecznej strefy jedzenia". Osobiście, w pracy z pacjentami pomagają przeprowadzane co jakiś czas ankiety, których celem jest monitorowanie stanu zdrowia.

Owszem, metodą szkiełka i oka najlepiej byłoby badać poziom przeciwciał - wprowadzać produkt - ponownie badać przeciwciała. Jest to jednak niewykonalne. Większość testów z krwi bada przeciwciała IgG, które stanowią około 70-80% wszystkich przeciwciał w organizmie. Ich okres półtrwania we krwi to jednak od 2 miesięcy do nawet 2 lat i tak naprawdę badanie ich poziomu częściej niż, na upartego, raz na trzy miesiące nie ma większego sensu. Przeciwciała mogą pojawiać się i znikać. W dodatku, IgG to nie jedyne przeciwciała w organizmie - mamy jeszcze IgA, IgE, IgM oraz IgD, a wciąż nie wiemy wszystkiego o układzie autoimmunologicznym.
Innym wyjściem byłoby sprawdzanie poziomu eozynofilii we krwi przed wprowadzeniem nowego pokarmu i około 10 godzin po spożyciu. Eozynofile często podnoszą się w kontakcie z alergenem i mają krótki okres półtrwania w płynach ustrojowych, mogą więc stanowić źródło informacji. Niemniej jednak, wciąż jest to metoda na tyle problematyczna, że chyba nie warta zachodu.

Szukajmy zatem symptomów nietolerancji bazując na swoim samopoczuciu. Reagujmy na:
- pogorszenie nastroju;
- niechęć do wstania z łóżka;
- brak energii w ciągu dnia;
- zmienność nastroju;
- wzrost lub spadek apetytu;
- zachcianki;
- trądzik, wysypkę;
- swędzenie skóry;
- wzdęcia, zgagę;
- biegunki;
- zaparcia;
- nowe dolegliwości.

Każdy z tych symptomów może być znakiem, że dany produkt został wprowadzony za wcześnie lub, po prostu, nie jest tolerowany. Cząsteczki pokarmów będą zatem przedostawały się przez jelita do krwiobiegu i wzmagały odpowiedź immunologiczną. Wówczas warto wrócić na chwile do jadłospisu z protokołu i za jakiś czas spróbować ponownie. Kluczem może być również ilość dostarczonej substancji - pół pomidora do śniadania może nie wywołać żadnych symptomów, podczas gdy sos na bazie przecieru spowoduje nagły spadek energii. Ilość substancji może się gromadzić, dlatego może okazać się, że zjedzenie ziemniaków raz nie da żadnych objawów, natomiast jedzenie ich dwa dni pod rząd wywoła niechciane objawy. W końcu, należałoby wziąć pod uwagę komponowanie posiłków i reakcje krzyżowe. 

Nie bez znaczenia jest też kolejność produktów. Powinniśmy najpierw wprowadzać produkty najmniej problematyczne w niewielkich ilościach. Może to wyglądać na przykład tak:
1. Nabiał: najpierw wprowadzamy masło ghee i klarowane, potem masło od krów wypasanych na trawie. Jeśli tolerujemy laktozę i kazeinę, możemy poeksperymentować z zsiadłym mlekiem prosto od krowy i domowym kefirem. Nabiału przemysłowego, wiadomo, nie polecam.
2. Jaja: najpierw same żółtka, później o wiele bardziej problematyczne białka.
3. Psianki: najpierw papryka i bakłażan, potem ziemniaki, chili i pomidory.
4. Orzechy: najpierw moczone nasiona i orzechy, najpóźniej sezam, który jest najbardziej kłopotliwy. Dopiero potem masła i mąki orzechowe - których w ogóle nie polecam jako część codziennego menu.
5. Skrobie: najpierw moczony ryż basmati, później moczone kasze: jaglaną i gryczaną, quinoa i amarantus.

Nie do wszystkich produktów warto wracać. Nie polecam nigdy zbóż glutenowych, które nawet bez choroby autoimmunologicznej mogą nadwyrężyć organizm. Problematyczne są też strączki, bogate w substancje antyodżywcze: lektyny, kwas fitynowy czy inhibitory proteaz hamujące aktywność enzymów trawiennych. Z kolei przemysłowy nabiał pozostawia wiele do życzenia. Mleko i przetwory mleczne poddawane są sterylizacji oraz pasteryzacji, przez co stają się produktem bezwartościowym (o ile nie szkodliwym). W końcu, wszelkiego rodzaju żywność przetworzona nie powinna znaleźć się w zdrowej diecie.

Dobrze przeprowadzona dieta AIP pozwoli wyleczyć jelita i "zresetować" organizm. Staje się dobrą bazą do dalszej pracy, która powinna iść już w kierunku odpowiedniej modulacji odpowiedzi układu immunologicznego - bez zdrowych jelit niewiele da się się zrobić w tym temacie. Pozwala też uporać się z wieloma bieżącymi sprawami - brakiem energii, zachciankami, depresją czy dolegliwościami jelitowymi. I choć wprowadzenie protokołu autoimmunologicznego wiąże się z pewnymi restrykcjami, a późniejsze odchodzenie od niego bywa problematyczne i wymaga dobrego planu, z pewnością warto się poświęcić :)

Jeśli stosowaliście protokół autoimmunologiczny i macie swoje rady lub obserwacje, zapraszam do komentowania. Informacje z pierwszej ręki są zawsze lepsze od uniwersalnych zaleceń dietetycznych.

17 komentarzy:

  1. Jezusmaria! Jaki przykry artykuł! 'Obserwacja swojego organizmu jako najlepsza metoda diagnostyczna' jest skazaniem kogokolwiek na utratę zdrowia! Czy osoba pisząca ten artykuł posiada wykształcenie medyczne?
    I jeszcze jedna rzecz. Co oznacza termin: "nieszczelne jelita"? Proszę o podanie jakichkolwiek badań związanych z tym tematem.
    Wiem, że takowych się nie doczekam a mój post zostanie usunięty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Badan jest cale mnostwo, ale najwyrazniej wolisz smarowac "przykre" komentarze zamiast sie wysilic i je znalezc. Zalosne.

      Usuń
    2. kpecak w ogóle wiesz i czym jest mowa czy piszesz żeby pisać?

      Usuń
    3. https://hipokrates2012.wordpress.com/2015/02/27/zespol-nieszczelnego-jelita/ ; http://www.tlustezycie.pl/2014/03/zespo-nieszczelnego-jelita.html ; http://www.pepsieliot.com/przeciekajace-jelito-czyli-jak-zdrowe-jedzenie-moze-dziurawic-jelita/ ; i wiele wiele innych stron, których tu już nawet nie chcę kopiować - warto szukać w necie różnych rzeczy zamiast byc ignorantem

      Usuń
  2. Obserwacja swojego organizmu jest jedną z najlepszych metod, jeśli chodzi nam o monitorowanie postępów. W pracy opieram się na badaniach (przede wszystkim krwi, kału, moczu) przy diagnozowaniu problemów i stawianiu hipotez, co nie zmienia faktu, że subiektywne odczucia pacjenta są dla mnie niezwykle istotne :) Często badania nie wskazują na nic, a następuje pogorszenia stanu psychicznego. Często problemem są dolegliwości psychologiczne, np. nieumiejętność radzenia sobie ze stresem. A czasem wyniki wychodzą fałszywie dotatnie :) Nawet gdy mam wrażenie, że ktoś "wyolbrzmia" czy "przesadza", staram się stanąć z boku i potraktować to jako cenną wskazówkę diagnostyczną :) Badania to nieoceniona pomoc i podstawa - ale słuchanie pacjenta także.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest Pani psychologiem czy dietetykiem? Bo wlasnie szukam spacjalisty i nie wiem do kogo sie udać. Moj mail poprosze o odp: zakupy_kpw@o2.pl

      Usuń
    2. Magistrem psychologii i psychodietetykiem, dietetycznie szkoliłam się poza granicami Polski :) Wszystko opisałam w zakładce "O mnie".

      Usuń
  3. Z jednym się nie zgodzę - z Twoją metodą wprowadzania kolejnych produktów do menu.
    Jeśli wprowadzamy coś nowego, np. orzechy, to 1 dnia zjadamy kilka sztuk i przez następne 4 dni NIC, nawet tych orzechów. Tylko przez te 4 dni siebie obserwujemy, ponieważ nietolerancje mogą się pojawiać nawet do 4 dni po zjedzeniu nietolerowanego pokarmu.

    I co do nabiału - jeśli jakikolwiek, to tylko kozi. Krowiego wgl. nie powinniśmy spożywać, przynajmniej z tego co ja zrozumiałam czytają w innych artykułach.

    A tak to spoko artykuł, dziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakręcona, co do mleka krowiego - bywa różnie. Mam wielu pacjentów, którzy bardzo lubią i chcą, wtedy się zastanawiamy. Przeważnie polecam wówczas właśnie zsiadłe mleko i domowo fermentowane kefiry - jak już bakterie zjedzą całą laktozę, to robi się nam fajny probiotyk. Oczywiście, problemem pozostaje kazeina. Wykluczenie nabiału na amen jest zawsze opcją, tylko dla niektórych będzie również stresem :) W ramach ciekawostki - z tym kozim to też jest różnie, np. u 92% uczulonych na mleko krowie, reakcja występowała też po spożyciu mleka koziego/owczego i nabiał ten generalnie można uznać za alergizujący krzyżowo z glutenem (badania: http://file.scirp.org/Html/5-2700516_26626.htm). Oczywiście jeśli nie ma celiakii, to gluten jest ciut mniej problematyczny.

      Rozumiem Twój pomysł, ale stosuję go raczej przy dietach eliminacyjnych (np. SCD) niż przy AIP. Jak mówiłam, na AIP nie sama nietolerancja jest problemem, co szczelność jelit. Jeśli zjemy kilka orzechów i poczekamy to może się nic nie zadziać, ale jeśli zjemy je cztery dni pod rząd - może okazać się, że tej substancji jest za dużo. Wtedy to ważna informacja diagnostyczna. Chodzi o to, że wprowadzając dany produkt stopniowo przez cztery dni możemy zaobserwować, jak działa ten z dnia pierwszego i z dnia czwartego, tj. czy zwiększenie jego ilości nie wywołało objawów. Inaczej skazalibyśmy się na zjedzenie kilku orzechów, odczekanie czterech dni, zjedzenie garści, odczekanie kilku dni, zjedzenie garści dwa dni pod rząd, czekanie... Organizm nie jest prosty. Stawiam raczej na uczenie się tego, ile jakiej substancji jak często mi nie zaszkodzi - czyli wiem, że mogę zjeść miseczkę ryżu na raz, ale nie dwa dni pod rząd, bo to już wywołuje symptomy.

      Nie wiem, czy potrafię to lepiej wytłumaczyć bez rysowania :)

      Usuń
  4. ,,Mleko i przetwory mleczne poddawane są sterylizacji oraz pasteryzacji, przez co stają się produktem bezwartościowym (o ile nie szkodliwym)."
    rozumiem, że w domyśle chodzi o bakterie fermentacji mlekowej, ale nie wolno pisać, że produkt pasteryzowany jest bezwartościowy lub szkodliwy, bo to po prostu bzdura. Takie mleko/cokolwiek dalej będzie mieć wartość odżywczą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko jaką? Oprócz zawartości białka i węglowodanów.

      Usuń
  5. Bardzo dziękuję Ci za ten artykuł - jestem na AIP i właśnie zastanawiam się, "co dalej?". Będę wdzięczna za rozwinięcie tematu kaszy jaglanej - wprowadziłam AIP z tytułu Hashimoto i na większości blogów poświęconej tej tematyce nie znalazłam zalecenia konsumpcji tej kaszy po zakończeniu protokołu. Paleosmak nawet pisze, że kasza jaglana szkodzi tarczycy. Jak to więc jest z tą kaszą? Jeść czy nie jeść? :) Z góry dziękuję za odpowiedź, nie chciałabym sobie zaszkodzić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie czujesz się po niej źle, jeść. Kasza ma goitrogeny, które mogą - nie muszą - utrudniać wbudowywanie jodu w tarczycę, więc upośledzać jej pracę. Z tego powodu nie jadłabym woreczka dzień w dzień, ale wprowadzała jak najbardziej do jadłospisu. Nie można bać się wszystkiego. Obserwuj, czy nie jesteś bardziej senna, nie czujesz się gorzej, a co trzy miesiące badaj przeciwciała - jeśli skoczą, to znak, że coś nie służy i być może to kasza (ale niekoniecznie).

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. dzień dobry, czy przy nadczynności tarczycy protokół może się sprawdzić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy nadczynności powinniśmy postępować trochę inaczej - moim zdaniem, protokół się nie sprawdzi.

      Usuń
  8. Witam. Artykuł pojawił się dawno ale może mi ktoś odpowie. Jak wygląda sytuacja takiej diety przy insulinooporności i niedoczynności tarczycy?
    Wszystkie te symptomy pasują do mnie jak ulał. Bardzo ciężko idzie mi dieta Paleo bo bardzo często mam jakieś niedogodności. Bóle brzucha, raz zaparcia a innym razem biegunki, trądzik, częste wzdęcia każdego dnia, brak sił pogłębia się z każdym dniem, senność w ciągu dnia tez jest bardzo częsta- po prawdzie od tego się wszystko zaczęło z IO.
    Czy dobry dietetyk umiał by mi to wprowadzić czy przy moich schorzeniach to inna para butów i trzeba do tego podejść trochę inaczej. Nie wiem co wywalić a co zostawić?

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz jakieś pytania lub masz inne zdanie, napisz komentarz!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Obsługiwane przez usługę Blogger.