Loading...

Gloryfikacja chudości

dietetyk kraków zaburzenia odżywiania anoreksja bulimia napadowe objadanie się dieta obsesja piękna waga

Choć mogłoby się wydawać, że żyjemy w czasach, kiedy przestaliśmy klasyfikować ludzi ze względu na ich pochodzenie, status społeczny czy wygląd – to mylne przekonanie. Niestety, w dużym stopniu dotyczy to też pracy w naszym gabinecie, choć wydawałoby się, że jest to temat jedzeniu odległy. I ile o dyskryminacji rasowej, wyznaniowej czy ze względu na orientację nie będę się tutaj rozpisywać, o tyle chciałabym dziś zwrócić Waszą uwagę, na to jak wciąż gloryfikowana jest chudość i jakie wymagania związane z wyglądem narzuca na nas społeczeństwo.

Czy istnieje kanon piękna?

Nawet w historycznych zapiskach możemy znaleźć wzmianki o tym, że ciało kobiety wzbudzało dużo zainteresowania. Powstawały coraz to nowe kanony piękna, do których kobieta – chcąc nie chcąc – często była dopasowywana. Każda część ciała, od włosów po paznokcie u stóp, powinna odpowiadać konkretnym wzorcom. Stąd stosowanie gorsetów, wypychanie ubrań, ścinanie czy farbowanie włosów, makijaż… ale w zakamarkach historii znajdziemy też informacje o zabiegach deformujących lub kaleczących ciało – od wydłużania szyi i krępowania stóp, po damskie obrzezanie. Czy jest to nam odległe? Niby tak, ale przecież – mamy mnóstwo ośrodków oferujących operacje plastyczne czy zabiegi medycyny estetycznej. Ciało ma wyglądać tak, jak tego wymaga panujący trend, a jeśli nasze kształty odbiegają od mody – automatycznie czujemy niezadowolenie i konieczność zmiany. Dziś, w erze mediów społecznościowych i reklamy, potrzeba “dopasowania się” jest coraz silniejsza a “wzorce”, do których powinnyśmy dążyć, są coraz bardziej nieosiągalne. Analizy pokazują, że w ciągu ostatniego wieku preferowane wymiary kobiecego ciała stały się mniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Modelki, aktorki, postacie w filmach – są coraz chudsze (obecnie wymiary modelek są o około 20% mniejsze niż przeciętnej kobiety). Nawet lalka Barbie znacząco zeszczuplała w porównaniu do jej pierwszych egzemplarzy z 1959 roku. Podobnie z sylwetką mężczyzn, choć jest ona w dużo mniejszym stopniu narzucana przez modę, obecnie coraz bardziej pożądana jest smukła i chudsza niż muskularna.

Czym jest spowodowany ten kult chudości? Dziś, chudość jest utożsamiana z atrakcyjnością, powodzeniem, kontrolą, szczęściem i sukcesem. Natomiast otyłość to lenistwo, przejadanie się, słabość, smutek, porażka. Osoby z nadwagą uznawane są za winne same sobie, niezdyscyplinowane, nieatrakcyjne, głupsze – są, mówiąc wprost, dyskryminowane i szufladkowane (jestem ciekawa, kto z Was potraktuje otyłego dietetyka jako osobę godną zaufania?). Warto zauważyć, że kobiety z nadwagą są oceniane dużo gorzej i surowiej niż mężczyźni, a dbanie o ciało w przypadku płci męskiej jest uważane za indywidualną decyzję, podczas gdy kobietom jest to wręcz narzucone odgórnie przez społeczeństwo (tutaj link do przykładowego, swoją drogą ciekawego polskiego badania). Takie myślenie przejawiają nawet dzieci – jak pokazują liczne badania, już przedszkolaki wykształcają takie stereotypy i zaczynają oceniać grubszych równieśników, jako głupszych, brzydszych i wymagających współczucia.

Wyższa waga, cecha naszego ciała, jest dziś traktowana jako słabość charakteru. Zauważyliście, że praktycznie nikt nie poczuje się lepiej, gdy usłyszy, że nabrał krągłości? Natomiast zwrócenie uwagi, na to, że się schudło, zazwyczaj poprawia nastrój i samoocenę. Jest nam wpajane przeświadczenie, że dzięki szczupłej sylwetce zyskamy powodzenie i szczęście. Chudość wiąże się z siłą, ambicją i pracowitością, a apetyt jest traktowany jako powód do wstydu. Przekłada się to na podejście do jedzenia. Skubanie, niedojadanie i odmawianie sobie jest uznawane wciąż za cnotę i powszechnie akceptowane, szczególnie w miejscu publicznym. Zjedzenie większej porcji zazwyczaj wywołuje wyrzuty sumienia i jest powodem do wstydu. Szczególnie krzywdzące może to być dla adolescentów, który nie mają jeszcze silnego poczucia Ja i wiary w swoje umiejętności czy cechy charakteru. Młodzi wchodząc w dorosłe życie są więc poddani ogromnej presji – szczupła sylwetka nieraz przedstawiana jest im jako coś, co pomoże w osiągnięciu sukcesu. “Kobiecość” utożsamia się z  z cielesnością i traktowana jest jako coś, co ma cieszyć oko, jest wystawiane do nieustannej oceny – stąd mocny nacisk na diety i zabiegi, które mają ciało upięknić. W końcu, to się sprzedaje i podoba. 

Niestety, potwierdza się to w niektórych ankietach. Osoby na diecie oceniają się gorzej niż te, które jedzą co chcą, a chudsze ciało jest pożądane przez przedstawicieli obu płci, bez względu na wiek. Już dziewięcioletnie dziewczynki opisują idealną sylwetkę jako chudszą w porównaniu do swojej. 70% kobiet choć raz w życiu stosowało jakąś dietę, większość z nich jest skłonna do skrajnych ograniczeń, jeśli to ma im pomóc poczuć się „atrakcyjnymi” – przedkładają wygląd nad zdrowie.

Czy więc w ogóle potrzebna Ci dieta?

Rozgraniczmy dwie rzeczy. Otyłość jest chorobą, a nadwaga – zwiastunem tej choroby. To zjawiska, z którymi niejednokrotnie należy walczyć. Pech chciał też, że dieta jest najskuteczniejszym sposobem ich leczenia 🙂 Czy jednak potrafimy racjonalnie ocenić, że jesteśmy za grubi – czy może czasem dążymy do osiągnięcia jakiegoś niedościgniętego ideału? Może czasem niesłusznie postrzegamy siebie, jako osoby “za grube”? Jak pokazują badania, 95% kobiet (nie posiadających zaburzeń odżywiania) przecenia swoją wagę o 1/4, z czego 40% przecenia wielkość jednej z części swojego ciała o przynajmniej połowę. Badania S. Bordo wskazują, że 75% z 33 000 badanych kobiet uważało, że są zbyt grube, mimo iż jedynie 25% miało nadwagę według standardów medycznych, a 30% miało niedowagę. Wśród kobiet z niedowagą 45% uważało, że ma nadwagę (źródło). 

W całej tej pogoni za piękną sylwetką zapominamy o tym, że tkanka tłuszczowa to bynajmniej nie “zbędny balast”, ale także niezbędny składnik prawidłowo funkcjonującego organizmu – pełniący funkcję magazynu energii oraz produkujący hormony (w tym leptynę – hormon sytości, który pełni niebagatelną rolę w procesie odchudzania). Co to oznacza? Że tkanka tłuszczowa dla zdrowia jest niezbędna, bo bez prawidłowego jej poziomu nasze ciało nie będzie w stanie pełnić podstawowych funkcji fizjologicznych.

Ile powinniśmy mieć tkanki tłuszczowej? To ciekawe pytanie, bo wartości, jakie intuicyjnie podajemy, są mocno zaniżone w stosunku do norm. Dla kobiet optymalny poziom tkanki tłuszczowej to nie 15% – norma sięga do 30%. Mężczyźni z natury posiadają i potrzebują jej nieco mniej, dlatego u nich dolna granica normy to 2-5% – a górna przy zachowaniu zdrowia 24%. Zerknijcie na zgrabną tabelę ze strony medycynapraktyczna.pl z krótkim komentarzem.

Tabela. Normy zawartości tłuszczu w organizmie
Opis/rodzaj Kobiety Mężczyźni
Podstawowy tłuszcz – minimalny poziom tkanki tłuszczowej 10-13% 2-5%
Sportowiec – treningi >6x w tygodniu 14-20% 6-13%
Dobra kondycja – mało obciążające ćwiczenia kilka razy w tygodniu 21-24% 14-17%
Średnia kondycja – podstawowa aktywność fizyczna wg. wytycznych WHO 25-31% 18-24%
Otyłość – będąca jednostką chorobową 32%+ 25%+

 

Zauważcie, że to, ile mamy tkanki tłuszczowej nie powinno zależeć od jedzenia, ale… od ilości aktywności fizycznej. Sportowiec może utrzymywać niski procent tkanki tłuszczowej przez większość roku, bo ma dużo wysiłku fizycznego – na treningach spala sporo kalorii, skutkiem czego może więcej jeść bez szkody dla sylwetki. Osoba mająca o wiele mniej aktywności potrzebowałaby do utrzymania takiej formy diety nisko-kalorycznej – a taki sposób żywienia na dłuższą metę jest nie do utrzymania, bo każda dieta redukcyjna to nic innego, jak głodzenie naszego ciała. Im dłużej trwa deficyt kaloryczny, tym większe spustoszenie robi on w organizmie: spada spontaniczna aktywność fizyczna, upośledzeniu ulegają funkcje hormonalne, dochodzi do rozregulowania apetytu. O błędnym kole odchudzania przeczytacie więcej tu.

Pamiętajmy też, że niska waga ciała nie zawsze wiąże się z niską zawartością tkanki tłuszczowej. Niejednokrotnie spotykamy się w gabinecie z przypadkami tzw. “skinny fat” – czyli osoby, która ogranicza kalorie, jest dość szczupła, ale z uwagi na brak aktywności fizycznej jej ciału brakuje jędrności. Tak, nie da się zbudować mięśni i zgrabnej sylwetki bez aktywności i porządnej – niekoniecznie nisko-kalorycznej – diety.  Kluczem do bycia zgrabną i atrakcyjną nie są drakońskie głodówki, diety 1000 kalorii i odmawianie sobie każdego kęsa. To, na czym należy się skupić to odżywianie ciała i budowanie tkanki mięśniowej – dawanie mięśniom bodźców do wzrostu na treningu oraz odpowiednie ich odżywienie i regeneracja. Dopóki jesteśmy na wiecznej redukcji nie ma szans, że cokolwiek urośnie 😉 Gdy nasza dieta jest niedoborowa, a dołożymy do tego trening, nasz organizm po prostu nie będzie wyrabiał i powoli zahamuje “obciążające” go procesy, takie jak funkcje rozrodcze, trawienne czy produkcję hormonów.

Do pewnego czasu, nadmierna troska o wagę i negatywna ocena wyglądu była kojarzona z osobami z zaburzeniami odżywania. Obecnie jest to zjawisko tak powszechne, że nikogo nie dziwi, a wręcz jest traktowane, jako norma. Media, społeczeństwo, przemysł dietetyczny – wszystko przypomina nam, że chudość w dzisiejszych czasach jest wciąż cechą pożądaną, do której należy dążyć. Kreując niedoścignione ideały i narzucając kanony piękna nieustannie wpaja się nam, że każda malutka fałdka na biodrach jest nie do zaakceptowania. Mimo, że gdzieś głęboko, wiemy że to bzdury, to jednak nieświadomie sami codziennie nakręcamy się w takim myśleniu. Czas zdać sobie sprawę, że nie tędy droga. Każdy z nas jest inny, inaczej zbudowany, ma inne geny – w związku z czym nie ma jednego “kanonu”, do którego możemy się wpisać. Zamiast ślepo podążać za modą na chudość i promować nieistniejące wzorce, skupmy się na promowaniu zdrowego, naturalnego, wysportowanego i dobrze odżywionego ciała, pamiętając że “chudy” nie równa się “szczęśliwy” ani “zdrowy”. Nieustanne restrykcje i nadmierna troska o wygląd może doprowadzić jedynie do wyniszczenia zarówno psychicznego, jak i fizycznego, a dalej do zaburzeń odżywiania. Lubicie być nieustannie nieszczęśliwi i głodni? Bo ja nie 🙂 Dlatego zachęcam do odrzucenia stereotypowego myślenia, zaakceptowania siebie, zadbania o dietę i aktywność fizyczną, a swoją uwagę zamiast na wyglądzie skupić na rozwoju i bliskich – zapewniam, że jest to najskuteczniejsza recepta na szczęście, chociaż bardzo trudna do realizacji w dzisiejszych czasach i panującej “obsesji piękna”.

Zobacz podobne

Brak komentarzy

Odpowiedz

*

Zgadzam się

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.