Loading...

Czy warto jeść mięso?

W dobie obecnych trendów żywieniowych bardzo często spotykamy się z osobami, które postanawiają wykluczyć mięso z diety. Niekoniecznie łączy się to z przejściem na wegetarianizm czy weganizm, ponieważ produkty odzwierzęce np. nabiał i jaja wciąż spożywają. Czy takie rozwiązanie pociąga za sobą jakieś korzyści zdrowotne? Czy jedzenie mięsa wpływa na nasze zdrowie lub przyczynia się do jego pogorszenia? Czy warto rozważyć przejście na dietę bezmięsną?

Na początku warto zwrócić uwagę na korzyści, jaki możemy wyciągnąć z diety bazującej na mięsie.

Po pierwsze jest to pełnowartościowe białko – zawiera wszystkie niezbędne nam aminokwasy w optymalnych proporcjach, dzięki czemu nie musimy zwracać większej uwagi na uzupełnianie ich w diecie, tak jak to jest w przypadku wegetarian i wegan. Białko jest niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu, zapotrzebowanie na ten makroskładnik jest zależne od wieku, płci, aktywności i stanu zdrowia, ale norma spożycia dla osoby w wieku 19-49 lat wynosi 0,9g/ kg masy ciała. 100g piersi kurczaka dostarczy nam aż 21 g, co dla osoby ważącej 60 kilogramów zaspokoi 1/3 dziennego zapotrzebowania.

Mięso jest dobrym źródłem jednej z ważniejszych witamin – B12, niewystępującej w pokarmach roślinnych, wspomagającej metabolizm węglowodanów, białek i tłuszczów, uczestniczącej w tworzeniu krwinek czerwonych, a także wpływającej korzystnie na układ nerwowy (w dużej mierze determinuje zachowanie zdrowia psychicznego). Razem z kwasem foliowym i witaminą B6 zapobiega powstawaniu zbyt dużych ilości homocysteiny w organizmie, chroniąc tym samym przed zmianami miażdżycowymi czy chorobą Alzheimera. Uczestniczy też w syntezie metioniny, zapewniając prawidłową produkcję aminokwasów w organizmie.

Ponadto mięso jest bogate w żelazo (najwięcej w wołowinie i cielęcinie), dzięki czemu chroni nas przed jego niedoborem skutkującym niedokrwistością, mniejszą wydajnością, problemami z koncentracją i nauką, mniejszą aktywnością fizyczną, odpornością i szybszym męczeniem się. Szczególnie istotne jest to w przypadku kobiet, ponieważ zbyt niski poziom żelaza w organizmie może być przyczyną zaburzeń miesiączkowania oraz u sportowców (żelazo transportuje tlen do każdej komórki naszego ciała). Mięso, w przeciwieństwie do produktów roślinnych zawiera żelazo w postaci hemowej, którego przyswajalność z diety jest dużo wyższa (wynosi około 20-30%, podczas gdy z roślin w graniach 5%). O diecie wegańskiej bogatej w żelazo przeczytacie więcej w tym artykule – oczywiście, że wszystko da się zbilansować, jednak niezaprzeczalnie, wymaga to więcej wiedzy i zaangażowania 🙂

W mięsie znajdziemy także cynk, witaminę B1, B2 oraz niacynę (wit. PP) oraz kreatynę, która ma działanie anaboliczne – jest stałym składnikiem tkanki mięśniowej (wpływa na zwiększenie beztłuszczowej masy ciała), poprawia zdolność regeneracji włókien mięśniowych pomaga w walce z stresem oksydacyjnym i zapobiega utlenianiu tkanek. Dlatego mięsożercy chcąc zwiększyć jej udział w diecie mogą po prostu jeść więcej mięsa – najbogatsza w kreatynę jest wołowina, dorsz oraz schab wieprzowy.

No dobrze, znamy już wartość biologiczną mięsa, ale czy faktycznie jest niezastąpione?

Niewątpliwie – posiłkiem mięsnym można się nasycić lepiej i na dłużej. Ale z drugiej strony połączmy twaróg, ziemniaki i dodajmy oliwę – zapewniam, że po takim posiłku będziemy także syci na kilka godzin! Nie wspominając o dodatku warzyw, które są niezbędnym elementem posiłku zarówno na diecie mięsnej jak i nie – nie tylko dostarczają błonnik czy mikroelementy i witaminy, ale m. in. poprawiają przyswajalność żelaza.

Wykluczając mięso z diety automatycznie nieświadomie ograniczymy spożycie szkodliwych tłuszczy, sodu i przetworzonej żywności. Wyroby wędliniarskie lub potrawy typu fast food bywają magazynem chemicznych dodatków, wzmacniaczy smaku czy wypełniaczy. Dzięki temu obniżają się koszty produkcji, ale w parze, niestety, idzie niższa jakość pokarmu. Takie mają nas “przyzwyczaić” do pewnych smakowitych wyborów – w końcu, po co dodatek cukru w wędlinie? Dzięki niemu otrzymujemy wysoce smakowity produkt, pobudzający nasze wszystkie kubki smakowe – od tych reagujących na słodkość, po te lubiące słodycz... Co Wam bardziej smakuje – mocno przetworzona wędlina, podwędzona, suszona i przyprawiona (najlepiej słodko-słono) czy gotowana pierś z indyka bez soli? Mi zdecydowanie to pierwsze 😀 A teraz wskażcie mi jeden produkt występujący naturalnie, który pobudza nasze kubki smakowe w takim samym stopniu? No właśnie 😉 Badania WHO mówią, że czerwone mięso, a zwłaszcza przetwory mięsne znajdują się w pierwszej grupie produktów, których spożycie zwiększa ryzyko zachorowania na nowotwory (razem z tytoniem i azbestem). O ile z wynikami można się kłócić, o tyle nie da się zaprzeczyć, że przetworzona żywność nie powinna zbyt często wchodzić w skład zdrowego jadłospisu i lepiej dla nas będzie ją ograniczyć. Jeśli chodzi o tłuste mięsa – tym co w głównej mierze zasługuje na uwagę to jego jakość – w tłuszczu najczęściej odkładają się toksyny i substancje prozapalne, więc jeśli już sięgamy po tłustsze kawałki czy to wołowiny, wieprzowiny czy ryb – kupujmy te ze sprawdzonego, ekologicznego źródła. Ponadto, zwłaszcza u osób w grupie ryzyka chorób sercowo-naczyniowych, zalecane jest ograniczenie spożycia tłustego mięsa, z uwagi na jego przyczynianie się do podnoszenia poziomu frakcji LDL cholesterolu.

Dieta bezmięsna jest dużo szybsza – mięso wymaga nie tylko dezynfekcji i pokrojenia, ale także, najczęściej, obróbki termicznej i odpowiedniego doprawienia, co wiąże się z koniecznością poświęcenia na to czasu. Z kolei sięgnięcie po nabiał, odżywkę białkową, tofu czy nawet jaja i stworzenie z nich pełnowartościowego i smacznego posiłku to kwestia kilku minut i jednego naczynia (a nawet nie :D). Dlatego, jeśli nie mamy czasu, rezygnacja z mięsa na pewno jest opcją do rozważenia. Kilka trików, jak szybko przygotowywać zdrowe posiłki możecie poznać tutaj.

Jeden z argumentów, który stosują anty-mięsożercy brzmi, mówi że mięso działa na nas zakwaszająco. Nic bardziej mylnego. Pojęcie “zakwaszenia organizmu” nie istnieje – jeśli pH naszej krwi uległoby zmianie, my już dawno zwiedzalibyśmy zaświaty 😉 Żaden składnik naszej diety składnik nie jest w stanie doprowadzić do zakwaszenia organizmu. To, na co jedynie można zwrócić uwagę to problemy z trawieniem mięsa u osób z obniżonym poziomem kwasu solnego lub dysbiozą w jelitach. Ale to jest już sytuacja gdy wdrażane są odpowiednie strategie żywieniowe, ponieważ zarówno produkty roślinne, jak i nabiał również mogą być przez nie źle tolerowane.

Pozostają jeszcze kwestie etyczne i ekologiczne – aczkolwiek tutaj każdy z nas ma własne zdanie i granice etyczności – ten artykuł nie dotyczy diety wegetariańskiej ani wegańskiej, w związku z tym nie chciałabym zgłębiać się w ten temat.

Podsumowującnie ma jednoznacznych wskazań, aby mięso w codziennej diecie było nam potrzebne, ani też przesłanek, że powinniśmy z niego zrezygnować. Jak w każdym aspekcie żywieniowym – najważniejszy jest rozsądek i umiar. Zdecydowanie lepiej wyjdziemy, gdy ograniczymy spożycie mięsa do 3-4 razy na tydzień, w zamian inwestując w lepsze jakościowo wyroby, niż jedząc kurczaka z supermarketu na trzy posiłki dziennie. To, na co na pewno warto zwrócić uwagę to ograniczenie do minimum wszelkich wyrobów wędliniarskich o podejrzanym składzie – mięso najlepiej przygotowywać samemu, bo tylko wtedy mamy pewność co tak naprawdę siedzi w takim burgerze, kawałku wędliny czy pasztetu 😉 Zrezygnujmy też z mocno wysmażonych, tłustych mięs, na rzecz chudszych kawałków – dzięki temu nie tylko ograniczymy spożycie nasyconych tłuszczów i substancji prozapalnych, ale także dużo łatwiej będzie nam wyliczyć nasze faktyczne spożycie kalorii – ciężko oszacować jest procentową zawartość tłuszczu w danym kawałku mięsa – wszystko zależy od tego jaki nam się trafi, a różnice potrafią być naprawdę spore (1g tłuszczu to 9 kcal). O ile spożywamy inne produkty odzwierzęce, takie jak jaja i nabiał, w zasadzie nie mamy podstaw by obawiać się o niedobory w diecie. Wystarczy od czasu do czasu zjeść chudą wołowinę, podroby lub kawałek ryby. A dodatkowo, kilka dni w tygodniu na diecie bezmięsnej może mocno pobudzić fantazję kulinarną i być bardzo ciekawym doświadczeniem kulinarnym otwierającym nas na nowe smaki! 🙂

Zobacz podobne

Brak komentarzy

Odpowiedz

*

Zgadzam się

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.