Loading...

Kompulsywne objadanie – co to właściwie znaczy?

zaburzenia odżywiania objadanie dietetyk

Żyjemy w czasach, gdzie jedzenie przybiera formę nagrody, kary, sposobu świętowania i, generalnie, odgrywa dużą rolę społeczną i kulturową. Myślę, że większość z nas choć raz w życiu przyłapała się na zajadaniu stresu – a może czasem też na jedzeniu bez hamulców lub, właśnie, objadaniu się. Wiele wzruszyło ramionami i przeszło do codzienności nad tym zdarzeniem… Ale co, jeśli sytuacja się powtarza? Kiedy zaciera się granica między niegroźnymi wpadkami, a niepokojącymi objawami? Co powinno nas zaalarmować?

Jak rozpoznać problem?

Na początku kilka suchych faktów.

Zacznijmy od tego, że kompulsywne objadanie (tzw. BED – ang. Binge Eating Disorder) to zaburzenie odżywiania, tak samo jak anoreksja czy bulimia. To dla wielu osób zdziwienie, ale spektrum zaburzeń odżywiania się nie kończy się na tych dwóch najlepiej rozpoznawalnych! Co prawda obowiązująca w Europie międzynarodowa klasyfikacja chorób ICD-10 nie podaje definicji i kryteriów tego problemu (w klasyfikacji ICD-10 patologiczne objadanie się należy do tzw. innych, nieokreślonych zaburzeń odżywiania się – kod F50.9). Szacuje się że rozpowszechnienie kompulsywnego objadania się wynosi około 0,7 – 4,3% i dotyczy 1.5 raza częściej kobiet niż mężczyzn.

Nie każde nadmierne spożycie kalorii jest chorobowe i nie każde trzeba poddawać leczeniu (choć im częściej przypisujemy jedzeniu wartość emocjonalną, tym łatwiej o popadnięcie w patologię – zawsze fajniej rozładować emocje długim spacerem, zamiast pizzy XXL). Dlatego objadanie się dzielimy na dwa rodzaje – emocjonalne i kompulsywne. O ile to pierwsze jest jeszcze, powiedzmy, okej – o tyle drugie jest już stanem patologicznym, wymagającym leczenia. 

Objadasz się emocjonalnie, czy kompulsywnie?

Emocjonalne jedzenie jest to stan nadmiernego spożywania kalorii i “ucieczki” w jedzenie występujące wyłącznie w określonym okresie czasu – np. podczas sesji, podczas jakiejś wyjątkowo stresującej sytuacji w naszym życiu, po smutnym wydarzeniu, po rozstaniu… Jest to forma odwrócenia uwagi od towarzyszących nam wówczas emocji, które niejednokrotnie są po prostu trudne i “wysysają” z nas chęć i energię do życia. Jedzenie, gryzienie nie tylko pozwala rozładować stres (tak, odruch gryzienia relaksuje!), ale także zajmuje głowę i dostarcza nam, co by tu nie mówić, przyjemności, pobudzając ośrodek nagrody i powodując wyrzut dopaminy. Produkty, po które najczęściej sięgamy podczas takiego epizodu są bogate w węglowodany i wysoce smakowite. Czyli? Słodycze (ach ta słynna Milka Oreo ;)), jedzenie typu fast food (frytki i burger z Maca), czipsy czy nutella. Raczej nikt w obliczu smutku i złości nie sięga po świeże sałatki z olejem lnianym… Ale! To co istotne, i w zasadzie odróżnia zajadanie stresu od zaburzeń odżywiania, to fakt, że emocjonalne jedzenie możemy w każdej chwili przerwać siłą woli. Czyli – jeśli uporamy się z emocjami lub konkretną sytuacją, najemy się i nasz humor się poprawi, a my przystąpimy do działania – nie czujemy potrzeby kontynuowania epizodu obżarstwa i spokojnie przechodzimy do życia codziennego.

W przypadku kompulsji nie mamy tej kontroli w ogóle.

Kompulsywne objadanie się

Na samym początku powiedzmy, czym jest kompulsja – bo to słowo brzmi obco. Kompulsje najczęściej wiążą się z pewnymi natrętnymi myślami (czyli obsesjami). Powiedzmy, że mamy obsesyjne przekonanie, że umrzemy na jakąś rzadką chorobę zakaźną. To wywołuje w nas duże napięcie. Kompulsja ma nam pomóc – to czynność, którą wykonujemy, mająca na celu rozładowanie negatywnych emocji. W tym przypadku możemy, chcąc uchronić się przed śmiercią, odczuwać potrzebę częstego mycia rąk. Część osób kompulsywnie sprawdza, czy zakręciła wodę w kranie, część – kompulsywnie się objada.

Kompulsje i obsesje (łączące się w zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne) to nie są jednak zwyczajne myśli czy zwyczajne czynności. Mają jedną wspólną cechę – nie chcemy ich doświadczać. Są utrudniające życie, niechciane, uporczywe, nie do opanowania, choć często zdajemy sobie sprawę z ich irracjonalności. Psychologia mówi, że takie zachowania są ego-dystoniczne, czyli sprzeczne z naszym Ja. Wcale nie chcemy sięgać po kolejną tabliczkę czekolady, boli nas już żołądek i wiemy, że to nic nie rozwiąże – ale przymus jedzenia, jaki odczuwamy, nie daje nam wyboru.

Każdy może czasem się objeść. Kompulsywne objadanie się jest nadmierne i patologiczne. Zajadamy nie tylko sytuacje stresowe czy smutne, ale także radosne, jemy w nudzie, w samotności, staje się to naszym sposobem na spędzanie wolnego czasu. Nie potrzebujemy głodu. Jemy szybko i do oporu, pomimo sytości czy bólu żołądka. W skrajnych przypadkach, pacjenci jedzą wszystko, co widzą na swojej drodze… nawet to co niesmaczne, czy niejadalne. W trakcie ataku można sięgnąć po surowy makaron, resztki ze śmietnika, zamrożone czy nadpsute jedzenie… Oczywiście, nie każdy przypadek jest tak drastyczny. Dlatego istnieją określone kryteria postawienia diagnozy chorobowej.

O zaburzeniu mówimy, gdy takie epizody pojawiają się regularnie – co najmniej 2 razy w tygodniu przez okres 6 miesięcy. Towarzyszy im bezradność (nie potrafimy przestać), ogromny wstyd (w zasadzie zachowujemy się jak zwierzęta, choroba nakłania nas do sięgania po produkty, po które normalnie nigdy byśmy nie sięgnęli – dlatego też napady odbywają się w samotności, a osoba chora nie potrafi przyznać się do swojego problemu nawet przed bliskimi), wstręt do siebie (napady obniżają naszą samoocenę i poczucie własnej wartości). Jedzenie przybiera formę katharsis – daje poczucie euforii i pomaga rozładować emocje – nawet te, których często nie rozpoznajemy lub z którymi sobie nie radzimy. Zdarza się, że osoby chore doskonale wiedzą, że taki atak nastąpi, a nawet go planują – wiedzą, że w dany dzień będą same albo będzie impreza, po której zostanie sporo niedojedzonego pożywienia.

Chorujący często przejawiają zachowania podobne do tych towarzyszących innym zaburzeniom odżywiania, o których pisałyśmy. Napady na lodówkę odbywają się w samotności, więc wymigują się ze spotkań towarzyskich, odcinają od znajomych i korzystają z każdej okazji, by zostać w domu i ukoić swoja psychikę i wypełnić pustkę poprzez jedzenie. Zaburzeniom często towarzyszy też depresja, która jest czasem ich wynikiem, ale czasem powodem.

Choć wydaje się, że obie formy objadania się różnią się dość mocno, to nie zawsze łatwo rozpoznać ową granicę – szczególnie, jeśli próbujemy zdiagnozować się samodzielnie. Czy przygotowywanie sobie dwóch paczek ciastek i pudełka z lodami do wieczornego serialu ma już objawy patologiczne, czy jeszcze nie? Czy na pewno mamy nad tym kontrolę? No i w końcu, czy można mówić o jakimkolwiek zdrowym objadaniu się? Dlatego nawet jeśli czujesz, że Twój przypadek nie jest tak drastyczny, warto poddać refleksji to, z jakimi emocjami i w jakim celu sięgamy po jedzenie.

Czy znamy przyczyny objadania się?

Nie do końca, choć możemy wyróżnić czynniki, które zwiększają ryzyko wystąpienia napadów objadania się, i tych patologicznych, i tych, po prostu, niezdrowych.

Ograniczanie jedzenia i nieustanne “bycie na diecie” nie pomaga – choć oczywiście, nie oznacza to, że nie wolno się odchudzać. Warto jednak podchodzić do tematu z głową – żeby zabezpieczyć się przed niektórymi “powikłaniami” bycia w deficycie kalorycznym, koniecznie zerknij do naszych dwóch artykułów: o tym, jakie sztuczki warto stosować, by zrobić redukcję z głową i o błędnym kole odchudzania, czyli sytuacji, w której dochodzi do popularnego załamania metabolicznego. Badania pokazują, że osoby będące “na diecie” najczęściej jedzą więcej, zwłaszcza w sytuacji gdy mają możliwość spożywania bez ograniczeń i kontroli. Wynika to zarówno z przemęczenia psychicznego, jak i zaburzenia ośrodka głodu i sytości (więcej o tym przeczytacie w artykule)

Jak to wygląda? Radzimy sobie świetnie, dopóki trzymamy się w 100% założeń diety i mamy kontrolę nad spożywaną ilością i kalorycznością posiłku. Jeśli coś pójdzie nie tak, zaczynamy jeść bez umiaru, aż do poczucia sytości – a często i pomimo tego, że już nie jesteśmy głodni. Dietom czasem towarzyszy też zapaść motywacyjna – czyli moment, gdy mamy generalnie dość narzucanych ograniczeń i w zetknięciu z wysokokalorycznym posiłkiem myślimy: “Pal licho!”. Wcale nie tak łatwo jest schudnąć. Dochodzi do świadomej decyzji o “złamaniu” diety i postanowieniu, że zje się po prostu dużo, a im bardziej restrykcyjny jest nasz model żywienia, tym większe ryzyko takich zachowań.

Czasem objadanie się ma na celu poprawienie nam nastroju. Nie oszukujmy się, będąc na restrykcyjnej diecie mało kto jest zadowolony, a wraz z pogłębianiem deficytu – jest coraz gorzej. Do tego dochodzą problemy i trudności życiowe – to wszystko łatwo przenieść na potrzebę “nagrodzenia się jedzeniem”. Z kolei takie zajadanie problemu staje się doskonałą wymówką dla zwlekania z działaniem i ucieczką od radzenia sobie z trudnymi emocjami. Nie służy nam też odmawianie sobie jedzenia – im bardziej unikamy jakiś produktów, tłumacząc sobie, że jesteśmy na diecie i są one zakazane – tym intensywniej o nich myślimy i bardziej ich pożądamy. Staja się one “zakazanym owocem”. Kto nie ma ukrytej w szafce dobrej czekolady lub słoika nutelli, o którym sobie przypomina w ciężkie dni? 😀 W efekcie, zamiast pozwolić sobie od czasu do czasu na jedno ciastko czy lody – zjadamy trzy paczki naraz i szukamy więcej. W dodatku popadamy w wewnętrzny konflikt – chociaż mamy ochotę na burgera, tłumaczymy sobie, że jest zakazany i zjadamy zupę… Nasza mała zachcianka nie została zaspokojona i może urosnąć do patologicznych rozmiarów. Mimo, że myśl została stłumiona, towarzyszy nam cały czas i przybiera na sile.

To młyn na wodę dla myślenia “wszystko albo nic” – wystarczy jeden batonik lub ciut więcej ziemniaków do obiadu, i już mamy uczucie, że w sumie to już dieta poszła na straty i można się najeść bez umiaru. Prosty schemat: jedno małe potknięcie w stosowaniu diety wywołuje obniżenie nastroju i spadek motywacji, w efekcie porzucamy starania i się najadamy, nasz nastrój się chwilowo poprawia, by po chwili pojawiły się wyrzuty sumienia i kolejne, tym razem bardziej rygorystyczne ograniczenia, które jeszcze ciężej zrealizować… i tak w koło. Dlatego wśród czynników psychologicznych sprzyjających objadaniu się wymienia się m.in: zaburzenie procesu samoregulacji i samokontroli, który odpowiada za ilości spożywanego jedzenia, niska odporność na stres, brak umiejętności radzenia sobie z problemami, brak akceptacji własnego ciała, niska samoocena, brak umiejętności wyrażania i rozpoznawania uczuć, samotność…

A często objadanie się to ucieczka – od trudnych do urzeczywistnienia ideałów, które sobie narzucamy, od naszej niskiej samooceny, gorszego samopoczucia, nienawiści do samego siebie. Jedzenie pozwala się oderwać od natrętnych myśli i wymagań wobec siebie, sprowadzając nas na chwilę na “ziemię” – daje chwilową ulgę, która niejednokrotnie później przeradza się w wyrzuty sumienia.

Podsumowując

Po pierwsze, nie każda “wpadka” żywieniowa czy “złamanie” diety oznacza powinno w nas wywoływać wyrzuty sumienia. Zdrowe podejście do żywienia jest niezmiernie ważne. Po drugie, nie każdy “napad” objadania się jest już problemem. Dopóki mamy kontrolę nad naszym apetytem i zachcianki nie są odskocznią lub maskowaniem problemów, dopóty kawałek ciasta czy czekoladka zjedzona w gorszy dzień jest naturalnym, ludzkim zachowaniem 🙂 Jesteśmy tylko ludźmi, to normalne, że nie jesteśmy w stanie cały czas funkcjonować w dużych ograniczeniach… No a sama dieta nie musi przecież być katorgą. W życiu niejednokrotnie zdarzają się sytuacje, gdy jedzenie schodzi na dalszy plan, bo ważniejsze są chwile, wspomnienia i ludzie – stąd też zasada 80/20 sprawdza się w większości przypadków doskonale (aczkolwiek słynne podejście “if it fits your macros” może nie sprawdzić się u każdego…).

Gdy jednak nasze napady na lodówkę zaczynają się robić regularne, dają nam ulgę i nie potrafimy się przed nimi powstrzymać – nie powinniśmy zwlekać z udaniem się po pomoc. Czasem wystarczy jednorazowa rozmowa ze specjalistą, który wskaże nam problem i podpowie jak sobie radzić. Czasem czeka nas dłuższa i cięższa praca, ale należy pamiętać, że robimy to tylko dla siebie, a odwlekany problem nie rozwiąże się sam… wręcz przeciwnie. Nie bójmy się przyznać, że sobie nie radzimy – to żaden wstyd, a im wcześniej zaczniemy nad sobą pracować, tym lepiej!

P.S. Jeśli skłoniłam Cię do refleksji i zastanawiasz się, czy Twoje zachowania mogą sugerować zaburzania odżywiania, zachęcam jeszcze do lektury tych artykułów – Jak poznać, że cierpisz na zaburzenia odżywiania? oraz Czy charakter skazuje Cię na zaburzenia odżywiania?

Zobacz podobne

Brak komentarzy

Odpowiedz

*

Zgadzam się

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.