Preloader

Paleo ciasto a’la placek królewski

tort | ciasto | paleo | dietetyczne | dieta samuraja | przepis | wypieki | mąka kokosowa

Ciasto powstało przy okazji świętowania 50. urodzin mojej mamy i wyszło przepyszne – choć słodkości jem rzadko i ciężko mi je oceniać. Jest mało skomplikowane i nie wymaga żadnych specjalistycznych mąk, oprócz mąki kokosowej. Jeśli znacie mój paleo-niezbędnik, to wiecie, że nie przepadam za kombinowaniem i sprowadzaniem produktów niedostępnych w sklepach. Mąkę kokosową możecie zrobić też sami – zaglądnijcie na Paleo dla opornych. Inspirowałam się tym przepisem i początkowo chciałam ciasto przełożyć jedynie ubitą śmietanką kokosową. Ale ponieważ okazało się, że w lodówce mam jedno, a nie dwa mleka kokosowe – musiałam improwizować.
Ciasto ma trzy warstwy: dwie kokosowe i jedną daktylową. Polecam właśnie tak je robić, smaki najlepiej się wówczas przegryzają. Jeśli przygotujecie masę z dwóch puszek mleka kokosowego, z pewnością wystarczy Wam jej do obłożenia boków i całość będzie wyglądała o wiele schludniej, niż u mnie 🙂
Ciasto (dwie 22cm tortownice)
szklanka/130g mąki kokosowej
pół szklanki ciemnego kakao
9 wiejskich jaj
3/4 szklanki oleju kokosowego / masła klarowanego (w formie płynnej)
1/4 szklanki miodu (lub inny słodzik do smaku, polecam erytrytol – u mnie akurat się skończył)
3/4 szklanki mocnej kawy
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
3/4 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki soli
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni i przygotowujemy dwie tortownice – jeśli nie są silikonowe, wykładamy je papierem do pieczenia). W jednej misce mieszamy mąkę, kakao i sodę i odstawiamy na bok. W drugiej ubijamy jajka około 2 minut, a następnie dodajemy olej, miód, przestudzoną kawę i wanilię. Miksujemy i dodajemy suche składniki. Mieszamy dalej, a gdy wszystkie składniki się połączą, przekładamy masę do dwóch tortownic (u mnie była dość płynna i nie sprawiała problemów). Pieczemy 30 minut, zostawiamy na jeszcze 10 w piekarniku po czym wyciągamy z form i studzimy na kratce.
Masa kokosowa
duża puszka mleczka kokosowego dobrej jakości (polecam Real Thai)
2 łyżki miodu
łyżeczka mąki kokosowej
trzy łyżki wiórków kokosowych
Mleczko kokosowe trzymamy najpierw w lodówce minimum 12 godzin. Schłodzone wyciągamy, otwieramy i przekładamy zbitą śmietankę do miski – jeśli nasze mleczko jest wciąż płynne, nie ma strachu, zagęścimy je mąką kokosową. Wodę z puszki zostawiamy, przyda się później. Dodajemy miód i ubijamy śmietankę mikserem na najwyższych obrotach aż masa będzie zwarta, w razie potrzeby dodając mąkę kokosową. Do gęstej masy dodajemy wiórki kokosowe i mieszamy. Do momentu użycia przetrzymujemy w lodówce.
Masa daktylowa
150g daktyli
woda z mleczka kokosowego (lub po prostu woda)
Daktyle z wodą przekładamy do garnuszka i gotujemy na małym ogniu do miękkości. Następnie miksujemy… i staramy się nie zjeść całości łyżeczką.
Tort
Ostudzone płaty kroimy każdy na pół, tak, aby powstały cztery warstwy. Na pierwszą wykładamy połowę masy kokosowej, zakrywamy płatem ciasta i dokładnie dociskamy, wykładamy całą masę daktylową, znów płat ciasta i masa kokosowa. Przykrywamy ostatnią warstwą i przyozdabiamy. Jeśli zrobiliśmy masę z dwóch mleczek kokosowych, powinno nam wystarczyć jej do obłożenia boków, a jeśli nie – używamy w tym celu wiórków kokosowych. Wkładamy na kilka godzin do lodówki i podajemy.
Ciasto przez dodatek daktyli i miodu jest raczej wysoko-węglowodanowe: całość ma około 240g węgli (i mniej więcej tyle tłuszczu). Fakt faktem, że łatwo się je kroi – wychodzi 12 sporych, a 16 mniejszych kawałków. Zawartość węglowodanów w porcji wynosi więc 20-15g, a zmniejszyć ją można dodatkowo używając erytrytolu zamias miodu. Polecam szczególnie osobom mającym problem ze stabilnym poziomem cukru we krwi – erytrytol złagodzi trochę dużą zawartość cukrów prostych z daktyli.
Smacznego!
Polecane wpisy:
Nie wiem jak Wam, ale jednym z moich smaków dzieciństwa jest zdecydowanie ciasto Murzynek, takie
Tak jak pisałam Wam na Facebooku, moim hitem z wykorzystaniem śliwek jest domowa czekośliwka 🙂
To, że żelazo jest niezbędnym mikropierwiastkiem w naszej diecie - już wiemy. Nie będziemy się

Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

O nas:

Cześć! Nazywam się Anna Przebinda i zawodowo zajmuję się dietetyką oraz psychologią, naturopatią i medycyną funkcjonalną. Oprócz tego, jem bezglutenowo, ćwiczę siłowo i biegam w górach. Założyłam poradnię żywienia Z widelcem po zdrowie by pomóc innym znaleźć optymalny system żywienia. Działamy od kilkunastu miesięcy i przez ten czas udało nam się pomóc wielu osobom zrealizować ich cele: poprawę zdrowia, zmianę sylwetki, lepsze samopoczucie. Z widelcem po zdrowie to miejsce, w którym stosuje się nowoczesne zasady dietetyki, dalekie od diet 1000 kcal. Wierzymy, że jedzenie może leczyć i istnieje cienka linia pomiędzy „jeść” a „odżywiać” – tę równowagę chcemy pomóc Wam znaleźć. Na blogu znajdziesz artykułu, które – mam nadzieję – pomogą Ci zrozumieć, dlaczego Twoje ciało zachowuje się w taki sposób i co jeść, by pozostać w zdrowiu. A jeśli masz pytania – napisz do nas. Zapraszam!

Najnowsze wpisy:

Kategorie:

Popularne tagi:

Facebook

Archiwum:

Zamieszczane na tym blogu treści służą edukacji. nie mogą być traktowane jako profesjonalna porada lekarska, diagnostyka czy leczenie. każdy problem zdrowotny należy konsultować z lekarzem. autorzy mają na celu przedstawienie rzetelnych i wartościowych informacji, jednak nie biorą odpowiedzialności za sposób ich wykorzystywania.

Newsletter

© 2019 Z WIDELCEM PO ZDROWIE

Realizacja: Daniel Kozina